Kanał Rss
Content
Domowy Zakątek
7 października 2019

BADCF628-FDDD-4735-95CB-36BEB6E27159Wywiadu udzieliła Beata Rachwalska, właścicielka Domowego Zakątku

 

Redakcja: Skąd pomysł na biznes?

Beata Rachwalska: Ciężko określić, kiedy tak naprawdę zrodził się pomysł na biznes…i czy „biznes” to dobre słowo. Gotowanie to coś, co towarzyszyło mi całe życie. Wszystkie moje dotychczasowe przejścia, dzieciństwo, macierzyństwo, doświadczenia – to z nich powstała pasja do gotowania dla innych. Nie jestem kucharzem z wykształcenia (a fotografem!), nie ukończyłam żadnej gastronomicznej szkoły, nie zrobiłam kursów. To, co podaję Gościom na talerzach to moja ciężka praca, która przez lata kształtowała się na różnych próbach smaku, na błędach, na sukcesach, na osobistych przekonaniach do przypraw, odpowiedniego, według mnie, czasu pieczenia itp. Do dziś uważam, że dobry rosół powinien być przyrządzany min. 4 godziny. Otwieramy o godzinie 12:00, a ja już od 6:00 wszystko przygotowuję. Wraz z Mężem pochodzimy z małej miejscowości na Pomorzu. Mamy tam rodzinny dom nad rzeką, mieliśmy bardzo dobre, stabilne prace. Etat, kierownictwo – to elementy, których nie rzuca się z dnia na dzień. A jednak…wszystko jest kwestią odwagi. Znaleźliśmy w internecie ogłoszenie o możliwości wynajęcia lokalu przy Półwiejskiej (ha! My nawet nie wiedzieliśmy, gdzie znajduje się ta ulica!). Następnego dnia przyjechaliśmy obejrzeć lokal. Zauroczył nas, mimo że była końcówka lutego i miasto ledwo budziło się do życia. Wróciliśmy do rodzinnego domu, złożyliśmy wypowiedzenia z prac, w których pracowaliśmy wiele lat. Przeprowadzka do Poznania zajęła nam 2 tygodnie. I…15 marca wydaliśmy pierwsze obiady. Dokładnie pamiętam ten dzień. Wszyscy baliśmy się, że nie ma już odwrotu; że co jeśli nie wyjdzie. Dziś uważam, że była to nasza najlepsza decyzja w życiu.

 Redakcja: Co mają Państwo w swojej ofercie?

 Beata Rachwalska: Domowe polskie obiady – takie, które pamiętamy z naszych rodzinnych stron. Uwielbiamy zapach rosołu, pieczonej karkówki… Przede wszystkim naszym głównym założeniem i znakiem rozpoznawczym jest świeżość. Niby taka oczywista rzecz jak na gastronomię, a jednak sporo się natrudziliśmy, by znaleźć dobrych dostawców mięsa i warzyw. Codziennie przygotowuję dania dnia, jest zawsze kilka do wyboru. W każdy zestaw dnia, jak również w te zestawy, które są w stałej ofercie, wchodzi zupa, II danie, kompot oraz jabłko na deser. Tak naprawdę nigdy nie wiem, co będę gotowała na następny dzień, ponieważ o tym decydują produkty, które zamawiam każdego wieczoru po 21:00. Dzwonię wtedy do zaufanego dostawcy mięsa, a on mówi mi, co świeżego będą mieć z nocy, i rano po 6:00 dostaję wszystko wprost na kuchnię. To jest ten moment, w którym zaczyna dziać się magia. Rozkładam mięso i warzywa i już wiem – dziś będzie łopatka w sosie, faszerowane piersi z kurczaka, kotlety mielone i tradycyjny schabowy, a do tego pomidorowa z ryżem, szczawiowa, chłodnik i kwaśny kapuśniak. Oczywiście tych propozycji dań jest zawsze więcej. W zestawach ze stałej oferty mamy m.in. schabowego na bogato (czyli ogromna porcja z jajkiem sadzonym, całymi ziemniaki, pieczarkami i trzema rodzajami surówek), naleśniki, placek po węgiersku, placki ziemniaczane ze śmietaną i wszystkie inne potrawy, które przyrządzam na bieżąco. W każdym razie, wszyscy, którzy chcieliby powrócić do smaków z dzieciństwa i odnaleźć polskie pyszne dania na swoich talerzach z pewnością znajdą w Domowym Zakątku coś dla siebie…i mam nadzieję – pokochają te smaki.

 Redakcja: Która pozycja cieszy się największym zainteresowaniem?

 Beata Rachwalska: Trudno jest na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ każdego dnia w menu jest coś innego. Są dania z drobiu i z wieprzowiny. W piątki podajemy również ryby, jajka sadzone czy zupę wiśniową. Myślę jednak, że największą popularnością cieszą się kotlety schabowe. Takie prawdziwe w panierce, tłuczone przez nas chwilkę przed włożeniem na patelnię. Goście przebywający na sali słyszą tłuczek do mięsa, wiedzą, że to, co im podajemy jest naprawdę świeże. Kiedyś usłyszałam, że „schabowy” to taki najmniej ryzykowny wybór w restauracjach. Nie zgadzam się z tym – jeśli ktoś nie ceni prawdy w gotowaniu, to i schabowego można odgrzewać 5 razy i obsypywać go sztuczną panierką za każdym razem. Ja wierzę w to, co robię. Dla mnie to nie jest zwykły kotlet schabowy. Dla mnie to połączenie dobrego soczystego mięsa, rozbitego w dobrej proporcji, aby nie był ani za cienki ani za gruby, obtoczenie go w dobrych polskich jajkach i bułce tartej. Dużym zainteresowaniem cieszą się także dania makaronowe, bigos, wątróbka z cebulką, placek po węgiersku, a także dania bezmięsne jak kotlety jajeczne, naleśniki, placki ziemniaczane. Przekonaliśmy Gości również do zup. Gdy otworzyliśmy lokal, wiele osób prosiło o dania bez zupy. Namawialiśmy chociaż do spróbowania – dzisiaj rzadko się zdarza, aby ktoś zamawiał niepełny zestaw.

 Redakcja: Jak długo firma jest już na rynku?

 Beata Rachwalska: Domowy Zakątek przy Ogrodowej 2 otworzyliśmy 15 marca 2015 roku, a więc 4,5 roku temu. Jest dość niewielkim lokalem, jednak ogromnie cieszą nas sytuacje, w którym niekiedy przy jednym stoliku siedzą 4 zupełnie nieznane sobie osoby. Po prostu przyszły zjeść obiad, porozmawiać, życzyć sobie miłego dnia i wrócić z powrotem do pracy. Cieszy nas to, ponieważ takie było nasze założenie – aby ludzie w ciągu dnia zjedli prawdziwy, zdrowy i smaczny obiad nie czekając na niego zbyt długo. Z racji tego, że mamy mnóstwo Gości możemy pozwolić sobie na to, aby zupa była cały czas gorąca i podana do stołu, ponieważ, co zdarza nam się często, niektóre wielolitrowe garnki opróżniają nam się już po 2 godzinach. Zdarzyło się również tak, że nie przewidziałam takiej ilości Gości i wszystkie zupy czy dania kończą się nam np. godzinę przed zamknięciem. Wtedy pracuję na podwójnych pełnych obrotach, w ciągu dnia zaczynam gotować np. zupę cebulową. Lokal przy Zeylanda 6 działa od ponad 3 miesięcy. Jest przestronny, przytulnie urządzony. Z racji miejsca i większych możliwości w kwestii pozwoleń (ponieważ oba nasze lokale mieszczą się w kamienicach), mogliśmy urządzić go według naszej wizji. Jest sporo miejsca, idealny lokal zarówno na codzienne domowe obiady, jak i na urządzenie imprezy okolicznościowej (przyjęcie komunijne, urodzinowe itp.).

 Redakcja: Czym cechuje się „Domowy Zakątek?

 Beata Rachwalska: Zaangażowaniem. To najlepsze i najpiękniejsze słowo, jakiego można użyć odnosząc się do pracy czy prowadzenia własnej firmy. Gdy otwieraliśmy Domowy Zakątek ponad 4 lata temu mieliśmy kilkanaście osób w ciągu dnia, ta liczba stale rosła. Dzisiaj w porze obiadowej przed lokalem ustawia się kolejka, niektórzy dzwonią już wcześniej, aby zamówić na wynos. Dla nas to ogromny sukces. Angażowaliśmy się na początku naszej drogi, angażujemy się dzisiaj. Nie było ani jednego dnia przez ponad 4 lata, abym odpuściła, abym zrobiła coś niezgodnego ze sobą, ze swoimi smakami. Nie chodzę na kompromisy w kwestii gotowania. Tak jak wspomniałam – to co gotuję i podaję Gościom jest prawdziwe – jeśli dołożę do tego zaangażowanie, to zyskuję przepis na szczęście i spełnienie się w tej odpowiedzialnej roli.

 Redakcja: Skąd pomysł na nazwę?

 Beata Rachwalska: Nazwa „Domowy Zakątek” chodziła za mną od bardzo dawna. Wcześniej, gdy nie byłam jeszcze związania z branżą gastronomiczną, zawsze marzyłam o własnym zajeździe, gdzie ludzie będą mogli zjeść pyszne domowego obiady. Wyobrażając sobie w myślach, jak toczyłoby się moje życie gdybym została kucharką, gdybym miała własną restaurację, gdzieś w sercu zawsze pojawiała się ta nazwa. Nie jest ona nowoczesna, nie jest wybitna ani też nadmiar kreatywna, ale jest nasza. Tworzymy domowe obiady, domową atmosferę – a „zakątek” to taka nasza oaza w centrum miasta.

 Redakcja: Co lubią Państwo w swojej pracy najbardziej?

Beata Rachwalska: Gości! Oj tak! To niesamowite, ale jest wiele osób, które przychodzą do nas codziennie od 4,5 roku, czyli od początku naszego istnienia. To jest niezwykłe, ale wiemy co będą jeść danego dnia, zanim jeszcze do nas przyjdą. Wiemy jakie dania uwielbiają, a jakich smaków nie lubią. Często nawet wiemy, jaki stolik wybiorą. Przez te lata zdążyliśmy poznać nawet ich życiowe historie. Gdy się nie zjawiają zastanawiamy się, co się stało. Gdy nie ma danej osoby przez kilka dni, szczerze się martwimy. Niezwykłe, bo czuję się trochę jak taka Ciocia, do której przychodzi się na obiady…i gdy nagle kogoś, kto jest codziennie nie ma, czuję się nieswojo. Ludzie przyzwyczajają się do miejsca, do naszych smaków, do naszej atmosfery. Nic więc dziwnego, że i my przyzwyczajamy się do nich.
Kolejną sprawą, którą uwielbiamy w swojej pracy to zbieranie talerzy. Początkowo brzmi dziwnie, ale gdy zbiera się puste talerze, gdzie nie został na nich nawet jeden malutki ziemniaczek, a Goście przychodzą do nas i mówią, że „wszystko było pyszne, do zobaczenia jutro!” to to jest ten moment, kiedy wiemy, że wszystko co robimy – zaczynając od zamawiania najświeższych produktów, poprzez przygotowywanie, przyprawianie mięsa, obieranie warzyw, gotowanie aż po kontakt z klientem i życzeniem mu „smacznego” jest niesamowicie ważne! Cały zespół to my – osoby, które obierają warzywa, kelnerki, które doradzają i podają do stołu, ja jako kucharka, która zaraża pasją do gotowania inne osoby, mój Mąż, który o wszystko dba i dogląda, moje dzieci, które czynnie angażują się w pomoc. Dla mnie to najpiękniejsza praca, jaką miałam w życiu. Wiele dla niej poświęciłam i dziś wiem, że było warto!

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z: