Kanał Rss
Content
Dom z uczuciem
24 listopada 2019

SKurjanski (1)Wywiadu udzielił Szymon Kurjański, właściciel „Domu Anna“

Redakcja: Dlaczego warto zdecydować się na dom opieki?

Szymon Kurjański: Nasi mieszkańcy często mówią, że im są starsi , tym czas szybciej płynie. A ich dzieci „nie wiadomo kiedy urosły“, wyprowadziły się, a oni przez dosłownie chwilę żyli we dwójkę z żoną czy mężem, a z czasem zostali zupełnie sami w pustym mieszkaniu. Ta pustka i samotność doskwiera im bardzo, zwłaszcza gdy trwa wiele lat. Gdy rozmawiamy z rodzinami naszych przyszłych mieszkańców, dziećmi czy wnukami, często słyszymy, że ich mama czy tata nie lubią ludzi, i że najlepszym rozwiązaniem byłby pokój 1-osobowy. To nie tak. To, że Senior nie rozmawia z innymi na co dzień nie oznacza, że z wiekiem stracił tą umiejętność, lub przestał to lubić. Po prostu stracił okazję, a teorię o „nie lubieniu” dopasowano potem. Często już kilka dni po pojawieniu się w domu opieki człowiek długotrwale samotny otwiera się na innych. Dużo opowiada, dzieli się wspomnieniami sprzed wielu lat, ale i aktualnymi troskami o swoich bliskich. Poza tym jest „nowy”, więc jest w centrum zainteresowania. Inni mieszkańcy dopytują, są ciekawi. Pojawia się życie, wraca aktywność. To jest największa wartość takiego pobytu.

Redakcja: Czy Dom Anna jest przystosowany do osób niepełnosprawnych?

Szymon Kurjański: Przygotowanie Domu Anna do potrzeb naszych mieszkańców zaczęliśmy właśnie od nich. Zanim przykręciliśmy do ścian wszystkie poręcze i podpory zapytaliśmy, gdzie według nich powinny wisieć. Jak ustawić meble, by wygodnie było poruszać się pomiędzy nimi osobom na wózkach. Poza podstawami jak „płaskie” wjazdy do budynku czy pomieszczeń, winda, duże łazienki, szerokie przejścia czy podwyższane łóżka, na co dzień namawiamy, by to właśnie mieszkańcy podpowiadali nam, co można zrobić lepiej. To, że listwa podłogowa wystająca 3mm przed schodami to jest problem, okazało się właśnie po rozmowie z jedną z lokatorek. Dzięki temu nie ma już przeszkadzającej listwy. Równie ważne jest dostosowanie budynku do tego, by w nim faktycznie mieszkać. By w oknach wisiały firanki, a w wazonie stały kwiaty. Na naszych ścianach wiszą ryciny starego Poznania, a na półkach mieszkańcy ustawiają własne pamiątki. Takie „przystosowanie” to nie tylko techniczne aspekty wykończenia budynku, ale właśnie stworzenie duszy całego Domu.

Redakcja: Jakie usługi Państwo oferują?

Szymon Kurjański: To nie jest właściwe słowo. Usługę wykonuje serwisant czy majster, a naszym zadaniem jest poświęcenie czasu człowiekowi. Dopilnowanie, by nie zabrakło mu rzeczy podstawowych, jak higiena osobista czy branie leków, ale i troska o jakość tego, co dzieje się wokół niego każdego dnia. Od zajęć z rehabilitantką, po zróżnicowaną kuchnię. Od prania odzieży po wspólne pieczenie szarlotki. Zakres tak zwanych świadczeń opiekuńczych obejmuje pełne wsparcie osoby niesamodzielnej w codziennym funkcjonowaniu, ale to, czym zajmujemy się w Domu Anna wykracza daleko poza zbiór podstawowych zadań. Jesteśmy kameralnym Domem, dysponujemy wyspecjalizowany, doświadczonym zespołem, więc mamy okazję stać się nie tylko kalendarzem pilnującym wizyt u lekarza specjalisty, ale właśnie towarzyszem w dalszym życiu. Bo o to przecież chodzi, prawda? Żeby dać mieszkańcom radość życia, nawet czasem mimo fizycznych ograniczeń. Bardzo staramy się, by pobyt u nas kojarzył im się dobrze, i kiedy w weekend czy w święta rodzina zabiera ich na obiad, by jednak później wracali do nas z uśmiechem. By wracali „do siebie”.

Redakcja: Skąd pomysł na biznes?

Szymon Kurjański: Przez lata odbijaliśmy się od ściany państwowej służby zdrowia, w której nie ma miejsca na osobę, która nie jest ani bardzo chora, ale jednak niesamodzielna, ani specjalnie zdrowa, potrzebująca jednak, by nad nią czuwać. Szpitale wspierają w sytuacjach nagłych, bądź realizują zaplanowane zabiegi. Zakłady opiekuńczo – lecznicze przyjmują osoby, które da się wyleczyć dzięki długotrwałej, dobrej opiece. Hospicja z kolei zapełnione są osobami, które wymagają opieki paliatywnej. A co z osobami, które w zasadzie nie są szczególnie chore, ale nie pamiętają, by wziąć lekarstwa, czy zjeść coś w ciągu dnia? Co z osobami po endoprotezach czy upadkach kończących się złamaniem, którzy na rehabilitację mają czekać kilka czy kilkanaście miesięcy? Jest ogromna dziura w systemie. Sami szukając wsparcia zauważyliśmy, że takich jak my jest wielu, i że potrzeba by powstawały placówki opiekuńczo – rehabilitacyjne jest ogromna, a z czasem zapewne będzie coraz większa. Stąd myśl, by tę lukę wypełnić. I oby takich miejsc powstawało jak najwięcej.

Redakcja: Co jest dla Państwa najważniejsze w pracy?

Szymon Kurjański: By osoby, którym opieka kojarzy się z szarością szpitalnej pościeli mogły spać spokojnie, gdy ich mama czy dziadek trafiają pod opiekę doświadczonego personelu. By nasi mieszkańcy, po pierwszym, kilkutygodniowym pobycie rehabilitacyjnym, sami po jakimś czasie stwierdzili, że chcą do nas wrócić. Że dobrze jest, gdy człowiek nie jest sam. Że warto spędzić czas w miejscu przyjaznym, które stwarza nie tylko warunki przyjazne technicznie, ale przede wszystkim buduje atmosferę wsparcia i zrozumienia. Pamiętajmy, że nie chodzi o to, by nasz mieszkaniec czuł się u nas jak we własnym domu, bo w domu często był sam i nieszczególnie miał motywację, by coś w swoim życiu zmienić. Nam bliżej do sanatorium, gdzie jedzie się nabrać sił i chęci do dalszej pracy nad własną sprawnością. A dla rodzin naszych podopiecznych ważny jest spokój, że ich bliskimi zajmują się ludzie podchodzący do swoich zadań z sercem.

Redakcja: Czym są „pobyty wytchnieniowe”?

Szymon Kurjański: Opieka nad niesamodzielną osoba starszą jest bardzo trudnym zajęciem. Czy można ją porównać do opieki nad dzieckiem? Nie. Owszem, taka opieka również często wymaga całodobowego zaangażowania i czuwania nad każdym aspektem życia drugiego człowieka, jednak w przypadku pracy z seniorami mamy do czynienia z osobami do niedawna w pełni samodzielnymi. Często takimi, którzy nie godzą się z postępującą chorobą, odrzucają fakt, że potrzebują wsparcia, a w jeszcze trudniejszych przypadkach – nie są świadomi, że takiej pełnej opieki potrzebują. Dla opiekuna taka sytuacja jest niezwykle obciążająca. Każdy potrzebuje chwili, by odetchnąć. Może chodzić o potrzebę spędzenia czasu z własnymi dziećmi lub wnukami, zadbania o własne zdrowie, bądź zwyczajne odespanie wielu zarwanych nocy. O nabranie sił do dalszej pracy. Dlatego uruchomiliśmy pobyty wytchnieniowe. Krótkoterminowe pobyty, często połączone z pracą rehabilitacyjną, by potem móc wskazać rodzinom naszych mieszkańców gdzie jest przestrzeń do pracy, w jaki sposób można wesprzeć seniora, by był bardziej samodzielny. Taka chwila wytchnienia to jest klucz do odzyskania sił przez opiekunów.

Redakcja: W jaki sposób dopełnić formalności związane z umieszczeniem osoby w Domu Anna?

Szymon Kurjański: Ogromnym plusem pobytów w prywatnych Domach Opieki jest brak szczególnej procedury kwalifikacyjnej przy przyjęciu. Przyjmujemy osoby w różnym stanie zdrowia, z różnymi schorzeniami, również osoby leżące czy z demencją. W Domu Anna głównym wyznacznikiem są wolne miejsca. Zachęcamy, by przed podjęciem decyzji przyjechać, pobyć u nas chwilę. Zobaczyć jak toczy się u nas życie. Jestem pewien, że stoimy u progu wielkiej zmiany w podejściu do opieki nad seniorami. I bardzo cieszymy się, gdy nasi mieszkańcy, którzy najpierw przyjeżdżają na pobyt wytchnieniowy, kilka tygodni później przyjeżdżają na miesiąc czy dwa, a potem czasem już na stałe. Bo gdy trafi się – choćby na chwilę – w miejsce pełne ciepła, to człowiek się do tego dobrego, przyjaznego otoczenia wyjątkowo szybko przyzwyczaja.

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z: