Kanał Rss
Content
„Cały nasz świat legł w gruzach”
20 sierpnia 2019

door-1587023_640Właściwie cały budynek nadaje się teraz do remontu. Dodatkowo, aż 90 procent wyposażenia jest w najlepszym wypadku do wyrzucenia Jak to się stało? Podobno wystarczyło jedynie kilkadziesiąt minut. Pożar niczym potwór strawił wnętrze przedszkola na poznańskim Świerczewie- Jak wbiegłam i zobaczyłam to wszystko, to przyznam szczerze, że nogi się pode mną ugięły. To strata 10 lat inwestycji, ale też poczucia bezpieczeństwa dzieci  opowiedziała Anna Rajska, właścicielka przedszkola, która wciąż sprząta wnętrze i szuka lokalu zastępczego dla podopiecznych. 

W tym czasie policja intensywnie szuka podpalaczy. Wiemy, że ogień pojawił się w przedszkolu w nocy ze środy na czwartek. „ O godzinie 3 dostałam telefon od naszej klientki, która przyprowadza córkę do przedszkola i mieszka tuż obok. Zadzwoniła, że coś się pali, widać dym. Od razu pojechałam na miejsce” relacjonowała Anna Rajska. Wokół budynku działała już straż pożarna i policja. „Pełno ludzi, dym, alarm wyjący z budynku. Jak wbiegłam i zobaczyłam to wszystko, to przyznam szczerze, że nogi się pode mną ugięły” mówiła dalej. Kiedy strażacy ugasili ogień, na teren przedszkola weszła grupa policjantów. W wnętrzu odkryli kilka butelek po benzynie i dwa duże kamienie. Właścicielka podejrzewa, że ktoś mógł wrzucić je przez okna – te tarasowe były wybite. „Funkcjonariusze zabezpieczyli też ślady krwi na schodkach dodała poszkodowanaDodatkowo, przykre jest to, że dzieci, które regularnie chodziły do przedszkola muszą chwilowo poszukać opieki w innych miejscach. „Główna sala z kuchnią i jadalnią nie nadaje się do użytku, bo jest spalona albo stopiona. Na szczęście mieliśmy ognioodporną wykładzinę, która zaczęła się topić, dzięki czemu nie zajął się cały budynek. Ale całość nadaje się tylko do remontu, bo w środku jest po prostu czarno podsumowała właścicielka. Sprawą zajmuje się policja, ale podpalacze wciąż pozostają nieznani. Choć jak mówi Anna Rajska, część kamer, która nie uległa zniszczeniu, zarejestrowała dwie postaci kręcące się tamtej nocy przed budynkiem – funkcjonariusze będą starali się teraz do nich dotrzeć. Właścicielka oszacowała straty po pożarze na półtora miliona złotych. To strata 10 lat inwestycji, bo co miesiąc wkładaliśmy pieniądze w ulepszenie tego miejsca, ogrodu. Ale to też strata poczucia bezpieczeństwa dzieci i rodziców- podkreśliła z żalem. Do przedszkola zgłaszają się już terapeuci, którzy oferują pomoc psychologiczną dla malców i ich rodziców.  

 Barbara Bąk 

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z: